Depresja nie jest chorobą biologiczną
Nie ma dowodów na to, że w depresji występuje zaburzenie równowagi chemicznej mózgu. Nie ma także więc dowodów na to, że oferowany ci lek przeciwdepresyjny może to naprawić. Nikt nie wie jaki wpływ mogą mieć leki przeciwdepresyjne na mózg, ingerując w normalną chemię mózgu.
Jeśli wierzysz w to, że masz zaburzenie równowagi chemicznej mózgu, to w rzeczywistości gorzej sobie radzisz z depresją. Masz gorsze wyniki.
Środowisko psychiatryczne chce uciszyć debatę na ten temat. Nie chcieli, żeby ludzie dowiedzieli się, że depresja nie jest chorobą biologiczną.
Ile osób w naszym społeczeństwie bierze te leki? W Anglii stosuje je około 8,7 miliona osób, czyli prawie co piąty człowiek bierze leki przeciwdepresyjne, co jest absolutnie oszałamiające.
Myślę, że to wciąż dość powszechne. Nadal w internecie można znaleźć informację, że depresja jest spowodowana niedoborem serotoniny lub innych neuroprzekaźników. Od lat 90. XX wieku krąży teoria, że depresja jest spowodowana nieprawidłowością, zaburzeniem równowagi chemicznej mózgu. Wcześniej ludzie postrzegali depresję jako reakcję na trudne okoliczności, takie jak bezrobocie, rozwód, przemoc wobec dzieci, traumy z dzieciństwa. I postrzegali to jako zrozumiałą reakcję. Oczywiście, reakcje były różne u różnych osób. Niektórzy reagowali silniej na zwolnienie z pracy niż inni. Ale zasadniczo była to zrozumiała reakcja. A potem, w latach 90., przemysł farmaceutyczny wypuścił nową serię leków przeciwdepresyjnych. Chcieli przekonać ludzi do przyjmowania tych leków, zamiast starych benzodiazepin przepisywanych na lęki, które zyskały złą sławę, ponieważ powodowały poważne problemy z uzależnieniem. Aby odróżnić nowe leki przeciwdepresyjne od starych benzodiazepin, stworzono teorię, że depresja jest chorobą spowodowaną nieprawidłowością w mózgu, a konkretnie niedoborem serotoniny, którą nowe leki potrafią korygować. Stąd właśnie wziął się ten pomysł i teoria, że depresja jest chorobą.
Hipoteza, że depresja jest spowodowana zaburzeniem równowagi chemicznej, nieprawidłowością lub niedoborem neuroprzekaźników mózgowych, istniała już wcześniej. Została po raz pierwszy zaproponowana przez psychiatrów i badaczy w latach 60. XX wieku i ponownie w kontekście opracowywania leków na problemy emocjonalne. Ale nie była powszechnie akceptowana, szczególnie wśród ogółu społeczeństwa, więc dopiero w latach 90. XX wieku zaangażował się przemysł farmaceutyczny i przeprowadził te bardzo szczegółowe kampanie promocyjne, które naprawdę rozpowszechniły tę ideę. Oczywiście robili to po to, żeby sprzedać więcej leków.
Co na to dowody? Czy istnieją jakieś dowody na poparcie teorii zaburzenia równowagi chemicznej? A jeśli tak, to co mówią nam dowody na temat tego, czym jest depresja i skąd się bierze?
Przeprowadziłam obszerny przegląd dowodów, który został opublikowany w 2022 roku, i napisałam książkę o reakcjach, jakie wywołała publikacja tego artykułu. Zdziwienie wielu członków opinii publicznej i mediów, że tak naprawdę nie było wiarygodnych dowodów na poparcie teorii zaburzenia równowagi chemicznej, i opór ze strony samego środowiska psychiatrycznego. Postanowiliśmy zebrać wszystkie dowody z różnych obszarów badań, które próbowały ustalić czy istnieją powiązania między serotoniną a depresją. Istnieją tysiące badań, więc zebraliśmy te badania z różnych obszarów. Niektóre z nich znajdują dowody na związek między serotoniną a depresją i pokazują, że poziom serotoniny jest nieco niższy u osób z depresją w porównaniu z osobami bez depresji. Niektóre badania nie wykazują żadnej różnicy, a inne pokazują, że poziom serotoniny jest nieco wyższy u osób z depresją w porównaniu z osobami bez depresji. Podsumowując, po analizie wszystkich wyników stwierdzono, że nie ma spójnych dowodów na istnienie zaburzeń równowagi chemicznej.
SSRI to skrót od „selektywne inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny”. Były to leki, które zaczęto wprowadzać na rynek w latach 90., a właściwie pod koniec lat 80. Pierwszym z nich był Prozac, a jego nazwą generyczną jest fluoksetyna. Od tamtej pory są one najpopularniejszymi lekami przeciwdepresyjnymi, chociaż w ciągu ostatnich 20 lat wprowadzono podobne leki. SSRI działają poprzez hamowanie białka transportującego, które wyprowadza serotoninę z przestrzeni między komórkami nerwowymi, gdzie działa, przekazując sygnał elektryczny z jednej komórki nerwowej do drugiej. Zatem leki z grupy SSRI hamują białko transportujące serotoninę z tej przestrzeni, a zatem teoria głosi, że serotonina pozostanie w tej przestrzeni dłużej, a tym samym jej aktywność wzrośnie. Taka jest teoria.
Tak naprawdę nie rozumiemy, co te leki naprawdę robią w praktyce. Prawdopodobnie powodują przejściowe zwiększenie aktywności serotoniny. Ale w rzeczywistości niektóre dowody, które przeanalizowaliśmy w naszym przeglądzie, były zaskoczeniem. Zupełnie się tego nie spodziewaliśmy. Niektóre dowody sugerowały, że osoby przyjmujące długotrwale leki przeciwdepresyjne mogą mieć niższą, a nie wyższą aktywność serotoniny.
Myślę jednak, że w tym momencie ważne jest wyjaśnienie, że dowody na to, że serotonina ma jakikolwiek wpływ na nastrój, są bardzo, bardzo nikłe. Zasadniczo prowadzone badania miały ustalić czy poziom serotoniny różni się u osób z depresją i bez depresji. Przeprowadzono eksperymenty sprawdzające, czy serotonina wpływa również na funkcjonowanie poznawcze ludzi i zwierząt. Nie przyniosły one spójnych wyników. Istnieją również badania dotyczące wpływu serotoniny na sen i apetyt. I znów, nie ma w tym zakresie żadnych spójnych wyników. Jedynym obszarem naszego funkcjonowania, w którym istnieją dość spójne dowody na wpływ serotoniny, jest funkcjonowanie seksualne. Im więcej masz serotoniny, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że będziesz chciał uprawiać seks lub że twoje narządy płciowe i wszystko inne będzie działać prawidłowo.
I o tym właśnie chciałem porozmawiać, ponieważ za mało mówimy o skutkach ubocznych tego typu leków. Spójrzmy na statystyki dotyczące liczby osób, które je zażywają, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Europie Północnej i Skandynawii. To jest naprawdę przerażające.
W Anglii zażywa je około 8,7 miliona ludzi, co daje od 15 do 17% dorosłej populacji. Jedna na pięć osób w dorosłej populacji zażywa leki przeciwdepresyjne. Prawie jedna na pięć bierze leki przeciwdepresyjne. Gdyby to były tylko tabletki cukrowe, myślę, że nadal stanowiłoby to problem, ale to nie są substancje obojętne dla organizmu. To są leki. Zmieniają działanie organizmu. Nie jest jasne czy mają jakikolwiek wpływ na nastrój, ale, jak już powiedzieliśmy, mają wpływ na funkcjonowanie seksualne, ponieważ wiemy, że wpływają na układ serotoninowy, a wiemy, że serotonina jest zaangażowana w nasze życie seksualne.
Czy to znaczy, że te leki nie wpływają w żaden sposób na nastrój? Z tego co zrozumiałem – nigdy nie brałem antydepresantów, więc nie wiem, ale nawet jeśli nie wpływają na zaburzenia równowagi chemicznej, to zawsze myślałem, że jeśli poda się komuś leki, to ten ktoś prawdopodobnie poczuje się lepiej przez jakiś czas, po prostu dlatego, że wierzy w to, że leki mu pomogły. To tak, jakbym wypił dziś wieczorem lampkę wina i poczuł się trochę bardziej zrelaksowany, czy jak to jest, czy one nie mają takiego efektu?
To naprawdę trafna uwaga i od dawna się tym zajmuję. To, co opisałeś, czyli koncepcja, że lek ma wpływ na to, jak się czujesz – nazwałam to modelem działania leku skoncentrowanym na leku. To jeden ze sposobów rozumienia, jak leki mogą wpływać na nasz nastrój i uczucia. To kontrastuje z powszechnym poglądem, że działanie tych leków polega na zwalczaniu jakiejś ukrytej nieprawidłowości. Więc tak jak mówisz, leki, które dostają się do mózgu, zmieniają nasze normalne stany emocjonalne. Tak jak w przypadku alkoholu: jeśli czujesz się bardzo przygnębiony, napijesz się alkoholu i na chwilę możesz znowu poczuć się lepiej. Oczywiście, to nie rozwiązuje żadnych problemów. Leki przeciwdepresyjne, a przynajmniej prawdopodobnie większość rodzajów leków przeciwdepresyjnych, ma działanie znieczulające emocjonalnie. Wiemy to z relacji osób, które je przyjmują i mówią, że nie mogą płakać i nie odczuwają już radości ani podniecenia.
„Prawda o depresji” – rozmowa z dr Joanną Moncrieff – obejrzyj cały wywiad